„To tylko numer…”. Dlaczego bieg z numerem startowym innej osoby nie jest ok? - Biegaj z klasą

Częściej, niż nam się wydaje, na imprezach masowych ktoś biegnie z numerem startowym przypisanym do innej osoby – mimo że regulamin wyraźnie tego zabrania. Na pierwszy rzut oka wygląda to niewinnie. Drobiazg. Małe przewinienie. Formalność bez większego znaczenia. Problem w tym, że takie zachowanie rodzi wiele komplikacji, a w skrajnych sytuacjach może prowadzić do naprawdę poważnych konsekwencji.

Okiem uczestnika, a okiem organizatora

„Pobiegnę za żonę, męża, koleżankę albo kolegę – przecież to tylko numer” – takie myśli kuszą wielu biegaczy. I, co gorsza, część z nich rzeczywiście wciela je w życie. Bo ktoś nie może przyjechać. Bo zabrakło miejsc. Pakiet startowy przecież jest opłacony, szkoda, żeby się zmarnował. Bo „przecież nikomu nie zrobię krzywdy”, „nic się nie stanie”, „to tylko formalność”, „organizator się nie dowie”.

Tyle że te kalkulacje mają niewiele wspólnego z realiami organizacyjnymi i medycznymi.

Bo numer startowy to nie tylko kawałek kartki, nie gadżet. To element systemu logistyki i bezpieczeństwa. To swoisty identyfikator – dokument przypisany do konkretnego zawodnika  (imię, nazwisko, płeć, dane kontaktowe), punkt odniesienia dla służb medycznych (numer ICE, czasem informacje medyczne; w sytuacji kryzysowej służby działają na podstawie numeru startowego i przypisanych do niego danych), klucz do wyników, klasyfikacji i procedur bezpieczeństwa.

Kiedy coś pójdzie nie tak, „tylko numer” przestaje takim być. Jeśli biegniesz z cudzym numerem, system przestaje działać.

Organizator nie zna faktycznego uczestnika, nie wie, kto naprawdę jest na trasie, nie może przewidzieć, kto pobiegnie z cudzym numerem. A od zgodności tych numerów zależą bezpieczeństwo, logistyka, odpowiedzialność prawna, wiarygodność wyników.

Konsekwencje startu z cudzym numerem

Największe konsekwencje takiego postępowania ujawniają się wtedy, gdy wydarzy się coś poważnego. Np. gdy bliscy osoby przypisanej do numeru otrzymają informacje o zdarzeniu medycznym i pilnej potrzebie przyjechania… tyle że w rzeczywistości to nie wskazana osoba ma problemy. To realny scenariusz, który może wywołać traumę u bliskich, uruchomić procedury względem niewłaściwej osoby, przeszkodzić w szybkim działaniu wobec faktycznie poszkodowanej i wprowadzić chaos informacyjny w newralgicznym momencie.

Nawet jeśli nie wydarzy się dramat, bieganie z cudzym numerem niszczy porządek sportowy i organizacyjny. Przede wszystkim powoduje chaos w wynikach i bałagan w klasyfikacjach. Wyobraźmy sobie taką sytuację: kobieta wygrywa kategorię… a tak naprawdę biegł jej mąż. W takim przypadku klasyfikacje płciowe i kategorie wiekowe przestają mieć sens, a sport przestaje być uczciwy. Konsekwencjami są też błędne statystyki, konieczność ręcznej weryfikacji wyników, spory o miejsca na podium, chaos w rankingach drużynowych etc. Jeden „pożyczony numer” potrafi zepsuć cały system. Nagrody mogą trafić do niewłaściwych osób, organizatorzy muszą wyjaśniać sytuację, a inni biegacze czują się oszukani i traktowani niesprawiedliwie.

Aspekty formalno-prawne

Bieganie  z cudzym numerem to nie drobne „obejście systemu”, a poważny problem formalno-prawny. Zapisując się do biegu, zawieramy umowę z organizatorem. Akceptujemy regulamin, który na ogół jasno wskazuje, że start i bieg z numerem startowym innej osoby są niedozwolone. Łamiąc regulamin naruszamy warunki umowy, działamy bez zgody organizatora, wykazujemy się skrajnym brakiem odpowiedzialności. Taki zakaz to nie złośliwość organizatora, a troska o fundamentalne bezpieczeństwo wszystkich uczestników.

Największe konsekwencje prawne mogą się pojawić w przypadku przytoczonego już poważnego zdarzenia, np. o charakterze medycznym. W przypadku konieczności hospitalizacji, szkody na zdrowiu, trzeba ustalić, kto jest faktycznym uczestnikiem imprezy, kogo obejmuje ubezpieczenie organizatora, kto ponosi odpowiedzialność. Organizatorzy imprez biegowych posiadają zazwyczaj ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Należy jednak pamiętać, że obejmuje ono wyłącznie pełnoprawnych uczestników z właściwymi numerami startowymi. Z reguły nie jest to ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków, a już na pewno nie dla osób postronnych. Ubezpieczenie dotyczy uczestników wpisanych w systemie zawodów, a osoba biegnąca z cudzym numerem formalnie takim nie jest. Nie przysługuje jej zatem ochrona ubezpieczeniowa, nie ma co liczyć na odszkodowanie, jest na przegranej pozycji względem ubezpieczyciela i organizatora.

Organizator może ponieść konsekwencje za działania osoby, o których nie wiedział i nie miał na nie wpływu. Jeśli dojdzie do wypadku na trasie – media pytają organizatora, rodzina poszkodowanego pyta organizatora, prawnicy pytają organizatora. A ten odpowiada, że taka osoba nie była formalnie zgłoszona jako uczestnik. Może więc powołać się na złamanie regulaminu, odmówić odpowiedzialności, dochodzić roszczeń.

W skrajnych przypadkach bieganie z cudzym numerem może mieć konsekwencje karne. Jeśli dojdzie do wprowadzenia w błąd służb, fałszywej identyfikacji poszkodowanego, uruchomienia procedur wobec niewłaściwej osoby, szkody psychicznej lub materialnej, może pojawić się odpowiedzialność karna lub quasi-karna. Dlatego, że takie działanie wywołało realne skutki. To potencjalne naruszenie dóbr osobistych.

Numer startowy to także dane osobowe. Konsekwencje może ponieść również osoba, która przekaże go komuś innemu. Udostępniamy swoje dane, pozwalamy posługiwać się naszą tożsamością w systemie zawodów. Z perspektywy RODO organizator przetwarza dane konkretnej osoby, a na trasie pojawia się ktoś inny. W razie sporu prawnego może to mieć niebagatelne znaczenie.

Biegacz, który startuje z cudzym numerem, robi to „żeby było prościej”. Tymczasem w razie problemów wpada w najbardziej skomplikowaną sytuację prawną. Formalnie nie jest uczestnikiem, a faktycznie bierze udział. Ubezpieczenie go nie obejmuje, organizator nie ma wobec niego obowiązków, a konsekwencje spadają na wszystkich. Bieganie z numerem innej osoby to nie tylko łamanie regulaminu. To wejście w prawny chaos, z którego trudno się wyplątać.

Miejmy to wszystko na uwadze, jeśli kiedyś zacznie nas kusić.

Biegajmy z głową, biegajmy bezpiecznie, biegajmy z klasą.